Kosmiczne zarobki w nieziemsko zadłużonym szpitalu

fot. szpital-dg.pl

Nic tak dawno nie poruszyło mieszkańców Dąbrowy Górniczej, jak informacje na temat zarobków Zbigniewa Podraza i Zbigniewa Grzywnowicza.

Podsumowanie kwot, jakie otrzymali obaj dyrektorzy Zagłębiowskiego Centrum Onkologii Szpitala Specjalistycznego im. Sz. Starkiewicza w Dąbrowie Górniczej może denerwować, oburzać i zdumiewać (co widać w komentarzach na Facebooku na profilu naszego Stowarzyszenia) nie tyle w kontekście wysokości menedżerskich pensji, co w zestawieniu z zatrważającymi informacjami o jakości obsługi pacjentów, braku personelu, a także atmosfery pracy w naszym szpitalu. Nie wspominając o zajęciach komorniczych, sprawach sądowych i zadłużeniu wynoszącym ponad 43 mln złotych (wg sprawozdania finansowego ZCO za rok 2018). Po więcej szczegółów można zajrzeć na bloga Grzegorza Jaszczury:

http://grzegorzjaszczura.pl/?p=48977&fbclid=IwAR3mKpLAu1-l_p8kcsYUci2g3xe6ReMjQHjXEYFU7he7BLYY2w1UfymleLs

 

Informacje na temat zarobków obu panów Zbigniewów ujawniła prezydent Bożena Borowiec w odpowiedzi na interpelację radnej Katarzyny Zagajskiej, prezesa zarządu Stowarzyszenia Razem dla DG. Cieszy, że w tym aspekcie władze Dąbrowy Górniczej nie miały nic do ukrycia i bez zbędnej zwłoki udzieliły tak szczegółowych informacji.

Wiemy jednocześnie, że o wiele więcej oporów prezydent Bazylak ma przy ujawnianiu listy nagród, jakie otrzymali pracownicy Urzędu Miejskiego w roku 2018, czyli w okresie, gdy trwała kampania wyborcza. Dla nas to kolejne potwierdzenie, że mimo wieloletniej współpracy i przejęcia „schedy” po politycznym i zawodowym mentorze, jakim dla Marcina Bazylaka był Zbigniew Podraza, pomiędzy oboma panami mocno iskrzyło.

Pomyśleliśmy także o tym wtedy, gdy w dniu publikacji raportu z audytu, jaki odbył się w szpitalu, jedna z mieszkanek opublikowała szokujący filmik z SOR-u w ZCO. W reakcji na tę publikację Marcin Bazylak wydał oświadczenie, z którego ktoś słabo znający dąbrowskie realia, mógłby wywnioskować, że obaj panowie praktycznie się nie znają. Już wtedy wyraźnie powiało chłodem.

Pisała na ten temat Katarzyna Zagajska na swoim blogu:

http://katarzynazagajska.pl/w-dabrowie-gorniczej-kuriozum-goni-kuriozum/

Pewnie chodziło o to, że Marcin Bazylak chciał po swojemu ułożyć sytuację w szpitalu, za którą teraz jako prezydent jest odpowiedzialny. Właśnie dlatego pojawiła się w ZCO Iwona Łobejko, którą nieco wcześniej zarząd województwa odwołał z funkcji dyrektora szpitala im. św. Barbary w Sosnowcu.

Od razu zabrała się do porządków. Dyrektor Grzywnowicz został zwolniony, jego córka, która jak donoszą media, zajmowała się finansami szpitala bez odpowiednich kwalifikacji, również straciła stanowisko w dodatku w związku „z utratą zaufania pracodawcy”.

Warto zerknąć do tekstów Judyty Watoły z Wyborczej na ten temat:

http://sosnowiec.wyborcza.pl/sosnowiec/7,93867,24569015,katastrofalna-sytuacja-w-szpitalu-urzednicy-zlecili-audyt.html

oraz

http://sosnowiec.wyborcza.pl/sosnowiec/7,93867,24707145,nowa-dyrektorka-szpitala-w-dabrowie-gorniczej-zwolnila.html

 

Z wynikami wspomnianego audytu w Szpitalu można się zapoznać tu:

http://katarzynazagajska.pl/wp-content/uploads/2019/03/2617843-1.pdf

 

Trzeba jednak przyznać, że od razu widać różnicę w podejściu do zarządzania szpitalem między Zbigniewem Grzywnowiczem a Iwoną Łobejko.

Po pierwsze pełniąca obowiązki dyrektora szpitala do czasu rozstrzygnięcia konkursu na posiedzeniach Komisji Ochrony Zdrowia i Pomocy Społecznej pojawia się w otoczeniu swoich lekarzy, co poprzedniemu zarządzającemu placówką zdarzało się bardzo rzadko, a raczej wcale. Po drugie zdarzało się, że w świetle ratowania i dofinansowania co chwilę budżetu szpitala, Zbigniew Grzywnowicz potrafił pytany o priorytety placówki wskazać potrzeby rzędu blisko 100 milionów złotych (tak było w 2016 roku). Dyrektor Łobejko zupełnie inaczej podeszła do tematu i wyliczyła, że w 2019 roku potrzebuje od miasta wsparcia na najpilniejsze sprawy rzędu 6 milionów złotych. 

 

Od razu też rozpoczęła porządki personalne i przywróciła ordynatora onkologii, czego domagali się w petycjach pacjenci. Widać dokładnie różnicę w podejściu do pracy u lekarza, który dostał zadanie zarządzania placówką i doświadczonego menedżera. 

 

Wszystkim mieszkańcom zależy, aby dąbrowski szpital przestał być w okolicy zwany jako "umieralnia". Nikomu nie zależy na kolejnych, straszliwych historiach o przypadkach zaniedbanych pacjentów. Co więcej, jesteśmy przekonani, że żaden z mieszkańców nie oburzyłby się wspominanymi na początku kwotami, gdy szpital zarządzany był prawidłowo, przez kompetentnych ludzi, a nie kolegów i ich krewnych.

 

Liczymy więc, że wraz z dyrektor Łobejko coś się zmieni. Na lepsze.

 

 

 

 

 

Wróć